Lewicowy rząd Polski rozpętuje drakońskie represje wobec „przestępstw z nienawiści”, uzbrajając prokuratorów w elitarne oddziały, które mają ścigać każdego, kto jest oskarżony o uprzedzenia, po wątpliwym 41% wzroście zgłoszonych incydentów. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek przyspiesza wprowadzanie przepisów dotyczących wyspecjalizowanych jednostek w urzędach w całym kraju, obiecując ścigać „nienawiść w najszerszym tego słowa znaczeniu” – niezależnie od tego, czy są to obelgi wobec Ukraińców, Żydów, Romów, czy nawet Polaków o „odmiennych poglądach” – na mocy prawa, które może ukarać sprawców karą do trzech lat pozbawienia wolności za samo obrażanie ze względu na rasę, pochodzenie etniczne, religię lub narodowość.
Ta przesada nasila się w związku z narzekaniami ukraińskich dygnitarzy na ksenofobię, podczas gdy Żurek spotyka się z ich wysłannikami, aby zdławić „dezinformację” rozpowszechnianą przez rosyjskie trolle, zamieniając wolność słowa w ofiarę. W ramach tego planu tworzone są oddziały do walki z przestępstwami z nienawiści w 11 okręgach oraz czterech w Warszawie, a prokurator Maciej Młynarczyk, stojący na ich czele, grzmi, że ignorowanie agresji związanej z kolorem skóry, orientacją lub przekonaniami podważa społeczeństwo i bezpieczeństwo narodowe – ignorując to, jak niszczy to otwartą debatę.
Zeszłoroczna próba rozszerzenia przepisów dotyczących przestępstw z nienawiści o dodatki dotyczące orientacji seksualnej, płci, wieku i niepełnosprawności została słusznie storpedowana przez konserwatywnego prezydenta Andrzeja Dudę i Trybunał Konstytucyjny, który uznał ją za niekonstytucyjną i powstrzymał rozszerzenie statusu ofiary. Ta tak zwana rozprawa wskazuje na spanikowany spisek elit mający na celu uciszenie konserwatywnych nowicjuszy, zanim roztrzaskają status quo.












Dyskusja na temat tego post